Paweł Demirski to twórca, który potrafi w świeży, ale przede wszystkim oryginalny sposób podejść do historii, jaką pragnie zaoferować widzom. Dowiódł tego w Artystach, a teraz pokazał to w serialu Udar. Na pierwszy rzut oka sama opowieść nie wydaje się zbytnio oryginalna. Otóż otrzymujemy historię o krytyku kulinarnym i prowadzącym popularny program, który pewnego dnia dostaje tytułowego udaru. To wydarzenie nieco zmienia jego perspektywę, chociaż nadal zostaje w nim sporo bezczelności połączonej z pokładami czarnego humoru i młodzieńczą beztroską. Na papierze wygląda to jak setki innych fabuł, które mogliśmy zobaczyć na ekranie na przestrzeni lat. Jednak Paweł Demirski robi coś, co sprawia, że chce się sięgać po kolejne odcinki omawianej produkcji. Mianowicie sprawia, że czuje się ogromną sympatię do stworzonych postaci, nawet jeśli dokonują głupich wyborów życiowych czy zachowują się jak rozpieszczone, małe dzieci. Po prostu bohaterowie Udaru działają na płaszczyźnie empatycznej.
A Demirski oferuje w swoim nowym serialu całą paletę barwnych postaci, od głównego bohatera zaczynając na jego uzależnionej od alkoholu szefowej i lekarce z punkową duszą kończąc. Bohaterowie są w serialu bardzo dobrze napisanym nośnikiem pozytywnych emocji. Produkcja Viaplay pięknie pokazuje, że trzeba szukać plusów, nawet w najgorszych momentach życia. Podejrzewam, że gdyby pokazać omawianą produkcję pesymiście, to mógłby wyciągnąć z niej w końcu jakieś pozytywne wnioski. Na przestrzeni lat wdziałem wiele seriali i filmów z gatunku feel good i muszę przyznać, że Udar wpisuje się, może nie złotymi zgłoskami do panteonu gatunku, ale stanowi naprawdę dobrego reprezentanta. Przede wszystkim nowy serial Viaplay nie jest w swojej warstwie emocjonalnej przesłodzony, co byłoby nie do zniesienia. Demirski odpowiednio wyważył komedię z dramatem, sprawnie pożenił dwa gatunki, aby dać smaczny koktajl, a nie pretensjonalną papkę.
Udar wygrywa w warstwie scenariuszowej. Demirski potrafi pisać świetne dialogi i omawiany serial jest tego znakomitym przykładem. Są one bardzo chwytliwe, napisane z niezwykłą lekkością. Na przestrzeni całego sezonu tak naprawdę nie trafił się dialog, który byłby niepotrzebny w historii. Wszystkie zostały podane w punkt, nie ma ani jednej nadprogramowej linijki. Przede wszystkim sporo tekstów to one-linery, które potem zostają z człowiekiem po seansie, a to najlepsza rekomendacja. Jeśli natomiast chodzi o samą sferę fabularną, to dostajemy standardowy komediodramat, który spokojnie przechodzi przez wszystkie wytyczne gatunku. Jest kilka momentów, które wręcz pachną stylistyczną i narracyjną świeżością, jednak nie ma ich tak wiele. Natomiast Demirski wykorzystuje gatunkowe klisze, aby opowiedzieć ciekawą, ale również bardzo trudną rodzinną historię w przystępny dla widza sposób. A robi to dobrze. Wszystko po to, aby odbiorca poczuł ciepło na sercu po zakończeniu ostatniego odcinka.
Jeśli chodzi o sferę aktorską to Jacek Poniedziałek wypada znakomicie w swojej kreacji, jednak gdzieś do połowy sezonu. Bardzo dobrze udaje mu się podać pogodę ducha, którą jego bohater Gruby reprezentuje nawet w chorobie. Niestety gdzieś później postać znika, zostawia za dużo pola innym bohaterom. Na szczęście w finale sezonu ponownie uderza ze zdwojoną siłą, co jest świetne. Nie zmienia to faktu, że można było o wiele więcej wycisnąć z głównego bohatera. Niewykorzystany potencjał to również Konrad Eleryk. Spokojnie można było dać mu więcej czasu na ekranie. Ma swoje momenty, ale mogło być tego więcej. To samo tyczy się postaci pani doktor granej przez Polę Błasik. Mam wrażenie, że sporo okrojono z jej roli. Natomiast bardzo na plus zaliczam występy Marty Nieradkiewicz, Ewy Skibińskiej czy Jana Sobolewskiego na drugim planie. Wnoszą oni rodzaj niewymuszonego humoru, który uwielbiam.
Udar to zdecydowanie bardzo interesujący projekt na serialowej mapie Polski. Podnoszący na duchu, dający do myślenia. Ma pewne problemy, ale nie przeszkadzają one w wyciągnięciu wszystkiego, co najważniejsze z historii.