Fallout - recenzja 2. sezonu. Viva New Vegas

Fallout, czyli jedna z najlepszych growych adaptacji ever, powróciła z 2. sezonem. Oceniam nową odsłonę bez spoilerów.

Fallout 2. sezon
fot. Lorenzo Sisti / Prime © Amazon Content Services LLC

Jestem gamerem od lat. Jednak nigdy nie należałem do grupy falloutowych wyjadaczy (choć już bardzo długo na mojej półce na kupce wstydu czekają trzecia i czwarta część oraz New Vegas). Dlatego w 1. sezon Fallout wszedłem jako zupełny świeżak. Produkcja połączyła w sobie klimaty, które uwielbiam w sci fi, czyli post-apo oraz retrofuturtyzm, ze znakomitą fabułą i świetnie napisanymi bohaterami. Zatem można się łatwo po tym wstępie domyśleć, że na najnowszą odsłonę czekałem z utęsknieniem. Do dyspozycji miałem sześć z ośmiu odcinków 2. sezonu. Po ich obejrzeniu doznałem jedocześnie zachwytu i żalu. Zachwytu z poziomu obejrzanym epizodów i żalu, że będę musiał do lutego czekać, aby obejrzeć dwa finałowe odcinki nowego sezonu.

Przede wszystkim Fallout w swoim 2. sezonie to nadal wręcz podręcznikowy przykład na to jak powinno się łączyć widowiskową akcję z ciekawą, wielowątkową fabułą. Nowe odcinki w pełni karmią zarówno mój zmysł wielbiciela dobrej rozrywki, jak i kogoś kto nie szuka tylko wybuchów na ekranie, ale pragnie również dobrej historii. W omawianych epizodach jest wszystko. Dzieje się dużo, widz nie ma prawa nudzić się nawet przez minutę, ponieważ sekwencje akcji stoją na bardzo wysokim poziomem, będąc interesującym miszmaszem CGI, praktycznych efektów specjalnych i niezłych pomysłów realizacyjnych. Sceny akcji w serialu napędzają fabułę, nie są przerywnikiem, który ma utrzymać odbiorcę przed ekranem.

Co do samej historii, jaką dostajemy to w 2. sezonie są trzy duże wątki prowadzone równocześnie oraz kilka pomniejszych, w których zdarzają się te lepsze i gorsze. Przede wszystkim twórcom udaje się sprawnie je przeplatać, aby jedna z głównych historii nie wydawała się ważniejsza od pozostałych. Każda z nich ma w sobie element, który składa się na spójną całość dla głównej intrygi. Przy tym scenarzyści bardzo dobrze rozbudowali świat przedstawiony i każda z historii tylko pogłębia kolejne aspekty uniwersum. W historii jest jeszcze sporo tajemnic do odkrycia i przez omawiane sześć odcinków twórcy podbijają stawkę, przy tym budując wokół pewnych trybików fabularnej maszyny aurę tajemnicy. To sprawia, że chce sięgnąć po kolejne epizody, pragnę wiedzieć więcej o tym świecie (i być może w końcu pomniejszyć moją kupkę wstydu o growe tytuły z cyklu).

Zdecydowanie najmocniejszym elementem 2. sezonu jest rozbudowa relacji Coopera aka Ghoula z Lucy. ich relacja na przestrzeni sześciu odcinków, które obejrzałem przechodzi prawdziwy emocjonalny rollercoaster. Od nienawiści wchodzą w rodzaj zrozumienia aż do czegoś mającego namiastkę przyjaźni lub wręcz relacji ojciec-córka. Walton Goggins jest aktorską klasą samą dla siebie, a i jego wątek fabularnie jest znakomicie rozwijany na dwóch torach. Chociaż może historia w retrospekcjach podobała mi się bardziej. Jednak to Ella Purnell wyciska maksimum ze swojej postaci w 2. sezonie. Bardzo dobrze rozwija postać Lucy, która jest nadal trochę naiwna jak w premierowej odsłonie, jednak przechodzi metamorfozę, która dodaje do jej rysu psychologicznego również mroczniejsze nuty, ale przy tym okraszone lekkością. Trzeba przyznać, że nawet gdy Lucy wpada w morderczy szał, to robi to z wielkim wdziękiem i urokiem osobistym. Może to jakieś zalążki psychopatii, ale miło patrzyło się na sekwencje z bohaterką w trybie kilera.

Fallout 2. sezon
fot. Lorenzo Sisti / Prime © Amazon Content Services LLC

Ciekawy wątek w nowym sezonie ma Norm, brat Lucy. Nie mogę za bardzo zagłębiać się w szczegóły, żeby nie walnąć żadnym spoilerem, ale idzie on w ciekawym kierunku. To samo tyczy się Maximusa, który przechodzi interesującą przemianę, zmierza w pewnym momencie w bardzo mroczną stronę, ale pojawia się furtka, aby z niej zawrócił. A szósty odcinek zapowiada bardzo dobrze zapowiadającą się współpracę głównego bohatera z inną postacią. Nie do końca natomiast kupuje wątek krypt, ponieważ miejscami wieje on straszna nudą (poza jednym elementem historii) i wygląda jakby twórcy nie wiedzieli co z nim począć.

Jeśli natomiast chodzi o nowe nazwiska w obsadzie to występy Macaulaya Culkina i Kumaila Nanjianego bardziej nazwałbym cameo niż pełnoprawnymi rolami, które mają jawny wpływ na fabułę. Może jeszcze drugi z panów ma nieco więcej do zaproponowania, ale nadal to za mało. Natomiast Justin Theroux dał będącą na drugim planie, ale znakomitą, pełną szaleństwa kreację. Będzie to postać, która na pewno jeszcze narozrabia w serialu.

Fallout 2 sezon
fot. Prime Video

Sześć odcinków 2. sezonu Fallout trzyma bardzo dobry poziom. Dostałem to, czego oczekiwałem z nawiązką - świetną historię, sporą dawkę rozrywki i znakomicie rozwijane wątki głównych postaci. Wszystko się tu zgadza, od strony aktorskiej, przez fabularną, na efektach kończąc.

Ocena:
Podziel się

DODAJ KOMENTARZ

secretcats.pl - tworzenie stron internetowych