Mortal Kombat 2 - recenzja filmu. It's showtime

Do kin trafił w końcu film Mortal Kombat 2 oparty na kultowej serii bijatyk. Widziałem już produkcję. Oceniam bez spoilerów.

Mortal Kombat 2
fot. Warner Bros

Mortal Kombat z 2021 roku było jakimś zalążkiem powrotu kina blockbusterowego w czasie pandemii. Produkcja miała swój urok, ale zabrakło mi w niej najważniejszych elementów, za które pokochałem serię gier. Sequel zapowiadał, że coś w tej materii się zmieni i rzeczywiście. Widać, że twórcy wyciągnęli wnioski z poprzedniej części i skupili się już bardziej na tytułowym turnieju, zamiast drążyć niepotrzebnie przygotowania bohaterów i ich szkolenie. Miałem wrażenie bowiem, że pierwsza część to film instruktażowy, teraz dostaliśmy historię właściwą. I jest to rodzaj rozrywki, której w ostatnim czasie potrzebowałem.

Na początku zacznę od minusów, bo nowy Mortal Kombat powiela błąd wielu blockbusterów. Mianowicie wchodzi w wielu momentach za bardzo w pompatyczne, pełne podniosłości momenty i przemowy. A to niestety w większości przypadków wypada bardziej kiczowato niż sprawia, że widzowie czują ciary na plecach. Na szczęście w sequelu do grupy postaci dołączył Johnny Cage, który doskonale rozładowuje napięcie swoim poczuciem humoru. A Karl Urban był strzałem w dziesiątkę speców od castingu. Jest on odpowiednio sarkastyczny, komediowy i badassowy, jak trzeba. Do tego trzeba dołączyć Kano, który z Cage'em buduje świetny, nieoczekiwany duet ziomków. To sprawia, że nowy Mortal ma swoją lekkość, mimo sporej dawki patosu.

Zresztą wybranie Cage'a na pierwszy plan było o wiele lepszą decyzją niż Cole w pierwszej odsłonie. Lewis Tan nie potrafił utrzymać na swoich barkach produkcji, bo był nieco nudnym bohaterem. Cage w wykonaniu Urbana jest charyzmatyczny, zabawny i potrafi sprawić, że chce się oglądać każdą jego kolejną walkę. Wielość postaci sprawia, że nie wszystkie dostają odpowiednią ilość czasu, ale w omawianej produkcji te proporcje są całkiem sprawnie rozłożone. Kitana ma ciekawy wątek, bardzo emocjonalny, który raz działa, raz nie, ale ostatecznie sprawdza się na ekranie. Adeline Rudolph daje radę w swojej kreacji. Sonya Blade jest kozackim uzupełnieniem Cage'a, a Shao Khan stanowi rodzaj spoko złola.

Umówmy się, dla mnie w Mortal Kombat nigdy nie chodziło o fabułę, tylko o cieszenie się z nawalanki. Twórcy jak widać wyciągnęli wnioski, gdzie w pierwszej części próbowali zrobić ciekawą, osobistą historię, ale im nie wyszło. W przypadku sequela mamy standardowy schemat ratowania świata. Zarysowujemy historię i heja jedziemy z bijatyką. Takie podejście o wiele lepiej sprawdza się w takiej konwencji, jaką reprezentuje uniwersum MK. A walki w filmie są naprawdę widowiskowe. Osobiście jestem fanem starcia Liu Kanga z Kung Lao, Johnny'ego z Baraką oraz dużego starcia Scorpiona z Bi-Hanem, w którym jeszcze przewijają się inne postacie. Jednak tak naprawdę na każdą potyczkę w filmie jets jakiś pomysł, a to najważniejsze.

Mortal Kombat 2 jest zdecydowanie lepsze od pierwszej części. W końcu otrzymałem tytułowy turniej, a twórcy mieli na niego pomysł. To kawał niezłego letniego blockbustera, na którym dobrze się bawiłem, chociaż miał swoje minusy.

Ocena:
Podziel się

DODAJ KOMENTARZ

secretcats.pl - tworzenie stron internetowych