X-Men '97 - recenzja 2. sezonu. Mutants Together Strong

Serial X-Men '97 zbliża się ze swoim 2. sezonem wielkimi krokami. Miałem już okazję obejrzeć pierwsze cztery odcinki. Oto recenzja bez spoilerów.

X-Men '97 2. sezon
fot. Marvel

Serial animowany X-Men to była jedna z kreskówek, na których się wychowałem. Pierwszy sezon kontynuacji, czyli X-Men '97, to była swoista odtrutka na wszechobecne wyciskanie do cna gatunku superbohaterskiego w kinie, telewizji i platformach streamingowych. Doskonała fabuła inspirowana komiksowymi klasykami o mutantach, powrót moich ukochanych postaci i ogromna emocjonalna stawka. To wszystko działało. Miałem już okazję obejrzeć cztery z dziewięciu odcinków najnowszej odsłony produkcji Disney+ i mogę tylko przyklasnąć temu, jak twórcy w doskonały sposób poprowadzili dalszą historię, tworząc z niej coś wyjątkowego na mapie nie tylko produkcji inspirowanych komiksami, ale seriali w ogóle.

Przede wszystkim, mimo swojej animowanej otoczki, która dla niektórych widzów, wiąże się z lżejszym rodzajem opowieści (ale raczej tych nieogarniętych), najnowsza odsłona X-Men '97 to pod każdym względem bardzo dojrzała historia. Śmiem twierdzić, że serial Disney+ zjada na śniadanie większość widowisk MCU, DCEU, DCU czy innego komiksowego uniwersum, które musi mieć swój skrót. Nowe odcinki poruszają temat przeznaczenia, pogodzenia się ze stratą, szukania nadziei w okropnym i mrocznym świecie czy oczywiście klasycznie w przypadku mutantów nietolerancji, nienawiści i lęku wobec nieznanego.

Nagromadzenie poważnych tematów mogłoby zrobić sieczkę z dobrej opowieści. Na szczęście twórcy potrafią w pisanie scenariuszy i wyciskają z wątków komiksowych, choćby z Ery Apocalypse'a wszystko, co sprawia, że widz poczuje stawkę wydarzeń, zszokuje się pewnymi sekwencjami czy nawet po prostu wzruszy. A jest kilka scen, które na pewno wywołają emocjonalne trzęsienie ziemi u oglądających serial osób. Choćby wątek relacji Magneto i Charlesa Xaviera robi wrażenie i jest bardzo osobisty. Tak samo historia związana z Jean i Cyclopem, którzy spotykają w przyszłości Nathana. Są to bardzo ujmujące kwestie, których nie powstydziliby się najlepsi reżyserzy skandynawskich dramatów.

Oczywiście dojrzałość nie wiąże się z tym, że trzeba gdzieś schować rozrywkowy charakter produkcji. Tego jest w animacji od zatrzęsienia (nawet dosłownie). Jeden z odcinków jest poświęcony drużynie X-Force i robi się z tego świetny thriller o jednostce operacji specjalnych. Za chwilę serial przechodzi w epickie sci fi, by w kolejnym odcinku otrzeć się o opowieść pokroju Diuny, co pokazuje wątek w starożytnym Egipcie En Sabah Nura. Sekwencje akcji są w produkcji pomysłowe i znakomicie zrealizowane. Dostałem epickie bitwy, zachwycające starcia poszczególnych postaci czy po prostu trzymające w napięciu sekwencje, które potrafiły połechtać mój zmysł wielbiciela thrillerów każdego rodzaju.

X-Men '97 2. sezon
fot. Marvel

Drugi sezon w pierwszych czterech odcinkach wymiata pod względem fabularnym. Spokojnie można by nową odsłonę nazwać Apocalypse: Geneza. Główny wątek fabuły to prawdziwy, scenopisarski sztos, który ma w sobie wszystko, trzyma w napięciu, powoduje opad szczeny, a na koniec rozrywa serce. Działanie na trzech planach czasowych jest trudną do poukładania robotą pod względem narracyjnym, aby nie zaburzyć tempa. Jednak w wypadku epizodów, które widziałem, wszystkie klocki wskakują na swoje miejsce, jakby brał się za to mistrz Tetrisa. Szacun, szacun i jeszcze raz szacun.

Drugi sezon X-Men '97 w swoich pierwszych czterech odcinkach to mistrzostwo opowiadania emocjonalnej i głębokiej historii. Aspekt rozrywkowy działa w idealnej symbiozie z dojrzałym przedstawieniem tematu. Nic, tylko oglądać.

Ocena:
Podziel się

DODAJ KOMENTARZ

secretcats.pl - tworzenie stron internetowych