One Piece - recenzja 2. sezonu. Piraci z ferajny

Aktorskie One Piece w końcu powróciło z 2. sezonem, na który kazano nam długo czekać. Miałem okazję już obejrzeć cały sezon. Oceniam.

One Piece
fot. Netflix © 2026

Od razu zaznaczę, że do pierwszego sezonu One Piece podchodziłem jak pies do jeża. Przede wszystkim nie myślałem, że Netflix jest wstanie przenieść tak specyficzne anime na medium aktorskie bez strat na jakości. Oficjalnie musiałem uderzyć się w pierś i przyznać do winy. Z czegoś co nie miało prawa się udać wyszedł znakomity serial, który łyknąłem na jednym posiedzeniu. Dlatego drugi sezon produkcji znalazł się u mnie już na liście must see 2026 roku. Miałem okazję obejrzeć wszystkie osiem docinków nowej odsłony i stwierdzam wszem i wobec, że to nadal kawał dobrej rozrywki, który niesie za sobą coś więcej niż tylko dobre sceny akcji.

Pamiętam, że przy pierwszym sezonie najbardziej martwiłem się tym, że charakterystyczne przerysowanie One Piece może wypaść dosyć kiczowato przy przełożeniu na wersję aktorską. Jak ja się myliłem. To zadziałało i dodało charakteru samej produkcji. W drugim sezonie to się nie zmieniło. Nadal momenty, które w wielu innych serialach sprawiłyby, że łapałbym się za głowę, w tym wypadku działały, choćby w scenach akcji. Już w pierwszym odcinku omawianego sezonu jest sekwencja walki, która w dziewięciu na dziesięć produkcji byłaby przerostem formy nad treścią, ocierającej się o karykaturę. Jednak w konwencji podanej przez twórców aktorskiego One Piece to działa. Zatem pod względem przeszczepienia elementów stricto anime na grunt live action, serial nadal nie wywala się jak niektóre produkcje Netflixa w przeszłości (czytaj Cowboy Bebop).

To, co pokochałem w pierwszym sezonie, to postacie i castingowy geniusz, który znalazł tak znakomitych młodych aktorów do ożywienia ich na ekranie. W nowej odsłonie żaden z bohaterów nie traci, każdy dostaje ogromne pole do zaprezentowania swoich umiejętności komediowych, dramatycznych czy w scenach akcji. Cała aktorska główna ekipa działa jak dobrze naoliwiona maszyna. Tak naprawdę nie mam kogo wyróżnić, wszyscy są znakomici. W poprzednim sezonie niektóre postacie, takie jak Nami, w pewnym momencie wychodziły mocniej na pierwszy plan i ich wątki były bardziej uwypuklone. W nowej odsłonie postawiono w pełni na ukazanie teamu, gdzie jeden członek załogi uzupełnia drugiego i na ekranie widzi się prawdziwą rodzinę, którą chce się oglądać cały czas. To cholernie trudny wyczyn, aby w drugim sezonie nadal utrzymać na podobnym poziomie miłość widza do bohaterów, ale to się udało.

Do tego w nowym sezonie Załoga Słomkowego Kapelusza powiększa się o dwie nowe postacie. Embargo nie pozwala mi zdradzić o kogo chodzi, jednak jeśli znacie anime i widzieliście zwiastuny drugiego sezonu, to wiecie o kogo kaman. Mogę napisać tylko tyle, że pokochacie tych bohaterów, bo ich wątki są chwytające za serce, a i aktorsko kreacje są na przyzwoitym poziomie (w tym jedna głosowa). Zresztą wśród nowych postaci jest prawdziwy urodzaj, a największą robotę robią złole, czyli Baroque Works (w większości). To ogromna paleta porąbanych antagonistów, począwszy od hipnotyzującej socjopatycznej malarki, przez robiącego figury z wosku psychola na przebiegłej femme fatale kończąc. Trochę brakowało mi właśnie tej ostatniej, czyli Miss All Sunday, którą można było zobaczyć w zwiastunach. Jednak widać, że twórcy mają na nią większy pomysł w kolejnym sezonie.

One Piece 2. sezon
fot. Netflix © 2026

Twórcy kontynuują w nowym sezonie już to, co zrobili w pierwszym, czyli mamy jakiś motyw przewodni dla całej serii, ale w poszczególnych odcinkach skupiamy się również na autonomicznych historiach. Takie podejście do formatu zadziałało po raz kolejny, ponieważ wybór opowieści przez scenarzystów i sposób ich poprowadzenia był naprawdę dobry. Osobiście w nowym sezonie najbardziej urzekła mnie historia Choppera, jednak każdy odcinek drugiego sezonu był dla mnie niczym to metaforyczne pudełko czekoladek z Forresta Gampa. Nie wiedziałem co wylosuje, ale okazywało się, że było to bardzo smaczne i angażujące.

Nowy sezon One Piece to zdecydowanie już jeden z moich faworytów do ulubionych seriali 2026 roku. Ogrom świetnych i bardzo dobrze podanych historii w połączeniu ze znakomicie napisanymi i zagranymi postaciami oraz nadal ciekawym światem, przyciąga i sprawia, że chce się odpalać odcinek za odcinkiem. Jak najbardziej polecam.

Ocena:
Podziel się

DODAJ KOMENTARZ

secretcats.pl - tworzenie stron internetowych