
28 lat później - Część 2: Świątynia kości to kolejna odsłona jednej z najciekawszych serii o zombie w historii kina, którą zapoczątkował Danny Boyle swoim 28 dni później. Nikt chyba wówczas nie sądził, że wspomniana produkcja rozrośnie się do tak dużego cyklu, ze śmietanką brytyjskich aktorów w rolach głównych. Tym razem za kamerą stanęła Nia DaCosta, którą fani horrorów już znają, ponieważ pracowała nad remakiem Candymana, który był udanym projektem. Czy tak samo dobrze poradziła sobie w zupełnie innej tematyce kina grozy? Po obejrzeniu mogę śmiało stwierdzić, że zdecydowanie tak.
Alex Garland również miał okazję napisać scenariusz do omawianej części i to widać na każdym kroku. Jeśli wydawało wam się, że poprzednie filmy z cyklu idą w mroczne rejony, to mogę was zapewnić, jeszcze nic nie widzieliście. Najnowsza odsłona to swoiste jądro ciemności, w którym pływają poszczególni bohaterowie. Chociaż tak naprawdę bohaterem ciężko nazwać jakąkolwiek postać w historii. Nawet Spike, który wydawać by się mogło ma serce po odpowiedniej stronie, w konkretnych momentach daje się ponieść swoim mrocznym instynktom. Garland dodaje do cyklu motywy satanistyczne, co jeszcze bardziej podbija beznadziejną atmosferę świata przedstawionego. Zombie plus krwawi, brutalni sataniści, raczej nie jest to przepis na udany dzień ludzi ze świata 28 lat później.
W produkcji ścierają się dwa wątki, każdy z nich jest świetnie napisany, ale również obydwa bardzo dobrze się przenikają i w końcu rezonują ze sobą. Pierwszy z nich dotyczy granego przez Rapha Fiennesa doktora Kelsona. Trzeba przyznać, że jego historia jest prawdziwym gamechangerem dla całego uniwersum i jestem ciekaw jak zostanie ona dalej poprowadzona. Fiennes to aktorskie mistrzostwo i jest klasa samą dla siebie, ale jest jeden aktor, który staje z nim w szranki i wychodzi z tego obronną ręką.
Bowiem wątkiem, który mocniej napędza fabułę w filmie jest opowieść Jimmy'ego granego przez Jacka O'Connella i kultu budowanego wokół jego postaci. Aktor już udowodnił w Grzesznikach, że złoli potrafi grać jak mało kto. Omawiana produkcja tylko ten status potwierdza. Jimmy w jego wykonaniu jest demoniczny każdym porem swojego ciała. To antagonista, którego w życiu nie chciałbym spotkać w ciemnej uliczce, mimo, że moje gabaryty pozwalają na wyrównane starcie. Jego wątek jest szalony, miejscami bardzo makabryczny, mistrzostwo w czystej postaci.

Tym, co najbardziej mnie denerwowało w poprzedniej odsłonie cyklu, była eksperymentalna decyzja Danny'ego Boyle'a, aby kręcić ujęcia iPhone'ami. To sprawiło, że niektóre sekwencje były dla mnie ciężkostrawne, jak choćby te dotyczące bohaterów strzelających do zombiaka z łuku. W ogóle się to nie kleiło. W omawianej produkcji powrócono do klasycznej pracy kamery i od razu jest lepiej. W dodatku kręcenie z naturalnym światłem i w takich plenerach dodało specyficznej aury dla historii. Zdjęcia są znakomite i to jeden z najmocniejszych elementów filmu.
28 lat później - Część 2: Świątynia kości to najlepsza odsłona serii, znakomicie napisana, zagrana i nakręcona. Jest mrocznie i makabrycznie, ale w odpowiednich dawkach, żeby widz nie poczuł przesytu. Jak najbardziej polecam.