Zawodowcy - recenzja filmu. Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj

Zawodowcy to nowy, pełen akcji, film Guya Ritchiego, z bardzo ciekawą obsadą. Miałem już okazję obejrzeć produkcję. Oceniam bez spoilerów.

Zawodowcy
fot. materiały prasowe

Guy Ritchie to jeden z najbardziej płodnych reżyserów na rynku, chociaż w ostatnim czasie zdecydowanie lepiej radzi sobie na płaszczyźnie serialowej niż filmowej. Nie zmienia to faktu, że to twórca, który mocno skupił się na kinie autorskim, który nie bawi się w romanse z dużymi wytwórniami (albo robi to bardzo rzadko). Każdy jego kolejny projekt jest jak Kinder Niespodzianka, nie wiesz, co się trafi w środku. Miałem już okazję obejrzeć jego nowy film Zawodowcy i stwierdzam, że to zdecydowanie nie jest najlepsza produkcja Ritchiego. Ba, nawet nie znajdzie miejsca w pierwszej piątce. Jednak to nie zmienia faktu, że to kawał miłej, niezobowiązującej rozrywki.

Film w ogóle nie wygrywa fabułą. Raczej mamy do dyspozycja masę klisz. Chociaż zostały ułożone w niezłą i spójną intrygę, to nie zmienia faktu, że te rzeczy już widziałem milion razy w lepszych projektach. Na szczęście do gry wszedł tutaj sam zmysł reżyserski Ritchiego, którego motto najprawdopodobniej brzmi w szaleństwie jest metoda. Dzięki charakterystycznemu sposobowi podania przez twórcę z między innymi zastosowaniem wielu retrospekcji w montażu czy naprawdę nieźle napisanymi dialogami, z typowym dla Ritchiego angielskim humorem, ogląda się to naprawdę dobrze. Nie ukrywam, że czas spędzony w kinie minął mi bardzo przyjemnie. Nawet nie patrzyłem w trakcie oglądania na zegarek. A to u mnie oznacza, że dany film zaabsorbował mnie na tyle, że otrzymał w pełni moją uwagę.

Zawodowcy mają pewne problemy z tempem. Początek jest bardzo dobry. Szybko zostajemy wciągnięci w akcję, bez zbędnej ekspozycji, Ritchie przechodzi błyskawicznie między kolejnymi punktami intrygi. Natomiast tempo siada w drugim akcie, wszystko zwalnia, dostajemy trochę zapychaczy. To wszystko wygląda tak, jakby historia nie wytrzymała szybkiego sposobu pracy reżysera. Na szczęście trzeci akt to już akcja pełną gębą i totalna jazda bez trzymanki, na której bawiłem się znakomicie. Finał produkcji to tak naprawdę jedna wielka trwająca około pół godziny sekwencja akcji, ze strzelaninami i wybuchami. Jednak na szczęście było to przemyślane. Ritchie nie pomyślał dobra damy tutaj kilka eksplozji, a tam strzelaninę, żeby przykryć braki. Był na to jakiś pomysł, który pcha fabułę do przodu. Dlatego trzeci akt to blockbusterowa rozrywka najwyższej jakości.

Ważnym elementem, który sprawił, że ostatecznie uznaje ten film za dobry, jest duet Jake Gyllenhaal-Henry Cavill. Panowie wykonują fantastyczną robotę jako Bronco i Sid. Są jak duet filmowy z kina akcji lat 80., ale z tych dobrych akcyjniaków, nie z VHS-owego szrotu. Tu jeden rzuci zabawnym tekstem, drugi walnie ciętą ripostę, a za chwilę goście rozpętają piekło na ziemi, eliminując tabuny przeciwników. Obydwaj dobrze wykonują powierzone im zadania aktorskie, chociaż moim faworytem jest sarkastyczny w swoim sposobie bycia Bronco w kreacji Gyllenhaala. Eiza Gonzalez sprawnie uzupełnia aktorskie trio, choć zabrakło mi jakiejś kropki nad i, żeby stwierdzić, że to godna zapamiętania rola. Jest po prostu poprawna, Gonzalez miała lepsze w swoim dorobku. Zresztą dokładnie to samo mogę napisać o Rosamund Pike.

Zawodowcy to film, który ma sporo mniejszych lub większych błędów. Jednak ostatecznie forma, w jakiej podał to Guy Ritchie i duet głównych bohaterów sprawiają, że to produkcja idealna na letni seans, lekka, łatwa i przyjemna. Po prostu dobra rozrywka.

Ocena:
Podziel się

DODAJ KOMENTARZ

secretcats.pl - tworzenie stron internetowych