
1670 od czasu swojej premiery przeszło drogę od bardzo miłej niespodzianki do jednego z najbardziej oczekiwanych przeze mnie seriali roku. Przemyślany w najdrobniejszym szczególe, niezwykle zabawny i świetnie zagrany. Przede wszystkie jednak zerwał z martyrologią, w której zanurzeni byliśmy jako widzowie produkcji o tematyce szlacheckiej w naszym kraju. Okazuje się, że temat wchodzi również gdy poda się go z lekkością i humorem. Miałem już okazję obejrzeć cały trzeci sezon produkcji Netflixa i nie będę was trzymał w niepewności, nadal trzyma bardzo dobry poziom.
Uwielbiam w tym serialu to, że nie boi się tematów tabu i potrafi żartować ze wszystkiego i robi to w bardzo inteligentny sposób. Nowy sezon bierze na tapet między innymi związki partnerskie, kwestię płci, chore zauroczenie graniczące ze stalkingiem czy problemy systemu edukacji. Podejrzewam, że w dziewięciu na dziesięć produkcji komediowych wymieszanie takich tematów gdzieś mogłoby się wykrzaczyć, decydując o spadku jakości całej historii. Ale nie mamy w przypadku 1670 do czynienia z ludźmi z pierwszej łapanki. Wzięli trudne kwestie, bardzo zmyślnie opletli je w komediowy płaszcz, przez co opowieść wytrzymała ich ciężar. Ba, zrobiono to z taką lekkością, że scenarzyści serialu Netflixa powinni być zatrudnieni przez nasze Ministerstwo Edukacji, aby robić z młodzieżą pogadanki na trudne tematy, bo ta lekkość podania jest idealna.
Kolejną rzeczą, którą uwielbiam w 1670 i potwierdza to nowy sezon, jest maksymalna dbałość o szczegóły. To jeden z tych seriali, gdzie trzeba patrzeć w każdej scenie na drugi i trzeci plan, bo można wyłowić prawdziwe perełki w easter eggach i zabawne nawiązania do dzisiejszej rzeczywistości. Wzornik stali na szable jak ze sklepu budowlanego, grana na flecie w tle melodia z Armagedonu w odcinku o misji kosmicznej czy popkulturowe nawiązania do takich klasyków jak Ojciec chrzestny czy Stowarzyszenie Umarłych Poetów. Widać, że twórcy serialu kochają bawić się puszczaniem oka do widza i wrzucają wspaniałe smaczki do produkcji. Podejrzewam, że nie wyłapałem wszystkiego i dlatego chętnie powtórzę sobie sezon jeszcze raz. To właśnie taki serial, z każdym kolejnym seansem wynosisz z niego coś nowego.
Jeśli chodzi o poszczególne wątki w nowym sezonie, to twórcy po raz kolejny pokazali, że nie ma czegoś takiego jak granice kreatywności. Odcinek z misją na księżyc to prawdziwy, komediowy sztos, który można oglądać wiele razy. Epizod z maturą szlachecką i wszystkimi przytykami do egzaminu dojrzałości bawił mnie na każdym kroku, a scena z częścią pisemną to komediowy geniusz. Jednak moim faworytem jest zdecydowanie odcinek z medium. Matko, jak to było świetnie napisane, to nie mam pytań. Jeśli chodzi o wątki poszczególnych bohaterów, to znakomity był ten dotyczący Bogdana i jego metamorfozy. Kwestia odzyskania szlachectwa przez Jana Pawła stanowiła bardzo dobry fundament dla całego sezonu, a historia Anieli i jej szkoły dla chłopów to coś, co dobrze grało z innymi elementami fabuły. Nie sądziłem również, że będę przy 1670 gdzieś na granicy wzruszenia, jak to miało miejsce w finale romantycznego wątku bohaterki i Macieja.

Nie będę się tutaj rozpisywał na temat aktorstwa, bo tylko powtarzałbym peany na cześć obsady, jak to robiłem przy poprzednich sezonach. Napisać, że aktorsko serial 1670 jest genialny, to tak jakby napisać, że po lecie przychodzi jesień. Wszyscy już to wiedzą, a poszczególni członkowie obsady z każdym kolejnym sezonem udowadniają, że ich wybór do danej roli był strzałem w dziesiątkę. Bartłomiej Topa czy Michał Sikorski już od dawna grają w komediowej ekstraklasie, podobnie jak wielu innych aktorów i aktorek z produkcji Netflixa. A występy gościnne w nowym sezonie to również aktorski sztos, począwszy od Eleonory Habsburżanki, na chłopie Mirku kończąc.
1670 w nowym sezonie tylko potwierdza to, do czego nas przyzwyczaiło. To zrealizowany z dbałością o najdrobniejsze szczegóły serial, w którym aktorstwo to Liga Mistrzów komedii. Przede wszystkim to pomysłowa i bawiąca do łez produkcja. Nic tylko oglądać nowe odcinki, i to nawet kilka razy.