
Pewnie jeszcze do tej pory sporo osób nie wie, że jeden z najlepszych filmów sci fi XXI wieku, czyli Na skraju jutra został oparty na mandze All You Need is Kill autorstwa Hiroshiego Sakurazaki i Takeshiego Obaty. Postanowiono pogłębić ten świat i stworzono anime pod tym samym tytułem, które jednak zmienia fabułę oryginału i skupia się na historii Rity. Po obejrzeniu stwierdzam, że animowana wariacja na temat mangi nie przebije aktorskiego widowiska z Tomem Cruisem i Emily Blunt, którego jestem wielkim fanem. Jednak stanowi kawał dobrej rozrywki.
Przede wszystkim bardzo podoba mi się styl animacji, jaki zastosowano w produkcji. Jakby kreska z widowisk Spider-Man Uniwersum i Spider-Man: Poprzez multiwersum miała romans z teledyskiem Gorillaz. Pod względem wizualnym All You Need is Kill jest odpowiednio psychodeliczne i widowiskowe. Najlepiej pełną symbiozę wspomnianych dwóch przymiotników widać w trzecim akcie. Sekwencje walki w nim zachwycają, a gdy trzeba wejść w bardziej filozoficzne, emocjonalne tory, to animacja wręcz wspomaga przekazanie rozczarowań, smutku i lęku głównych bohaterów, czyli Keijiego i Rity. Twórcy nieco odeszli od klasycznego wizualnego stylu anime i widać tutaj naleciałości europejskiej i amerykańskiej kreski. Popkultura w sposobie animowania łączy się z mocno artystycznym sznytem i taki kolaż wypada bardzo dobrze na ekranie.
Mam natomiast pewien problem z wspomnianą wyżej przeze mnie dwójką głównych bohaterów. Od początku nie mogłem za bardzo wgryźć się w historię idąc przez nią z Ritą. Jej sposób podejścia do świata w ogóle mnie nie zainteresował. Wręcz miejscami była irytująca z absurdalnym zachowaniem. Zamiast poprosić o pomoc, choćby w treningu, bez zdradzania swojej wiedzy, co może ją uchronić przed śmiercią, woli raz za razem ginąć, zatapiając się w beznadziei. Dopiero po spotkaniu Keijiego, obserwując duet zacząłem mocniej wczuwać się w opowieść. Ich relacja była nieźle budowana, miała również ciekawą kulminację. Problem pojawia się w tym, że przez niecałe 90 minut seansu, emocjonalnie z głównymi bohaterami związałem się może na 10 minut.
Ten mały ładunek emocjonalny, który pojawił się w głównych postaciach i ich więzi, sprawił, że po seansie pozostał u mnie spory niedosyt. Na szczęście sama historia i główna intryga zrekompensowały nieco mój zawód. Oczywiście jeśli widzieliście Na skraju jutra lub czytaliście mangę, będziecie znać ogólny zarys fabuły oraz domyślicie się zwrotów akcji. Dlatego zmiana perspektywy na Ritę oraz pewne zmiany w samej charakterystyce kosmicznego zagrożenia sprawiły, że próg wejścia w historię jest odpowiednio przygotowany pod znawców tematu, jak i zupełnych laików. Zresztą opowieści o pętlach czasowych w kinie, telewizji, komiksach i książkach mieliśmy od cholery, zatem ciężko wymyślić w motywie coś nowego. W tym wypadku to po prostu dobre wykorzystanie tematyki, aby dać widzowi rozrywkowe, udane i przyjemne dla oka kino.
All You Need is Kill nie jest filmem wybitnym ani bardzo dobrym. To po prostu przyjemny, rozrywkowy popcorniak, który sprawnie poszerza znany z aktorskiej produkcji i mangi świat. Do wciągnięcia na wieczorny seans.