Dzień objawienia - recenzja filmu. I Want To Believe

Nowy film Stevena Spielberga trafił do kin. Jest to powrót kultowego reżysera do gatunku science fiction. Czy udany? Oceniam bez spoilerów.

Dzień objawienia
fot. Universal Pictures

Kto jak kto, ale Steven Spielberg potrafi w gatunek science fiction. Pokazał to między innymi w E.T., Bliskich spotkaniach trzeciego stopnia czy Raporcie mniejszości. Jednak dawno nie sięgał po taką tematykę na ekranie i zaszła obawa czy nadal opowiadając o zjawiskach nadprzyrodzonych w kinie jest ostry jak brzytwa. Od razu spieszę z odpowiedzią - jak najbardziej. Dzień objawienia to jeden z najlepszych filmów, jakie twórca nakręcił w XXI wieku. To przy okazji blockbuster, jakich dzisiaj trzeba, w zalewie prequeli, sequeli i zażynania znanych marek.

Zacznijmy od tego, że sam koncept wyjścia produkcji jest bardzo dobry, czyli kwestia spotkania z obcą cywilizacja. Przez lata ta tematyka była poruszana w wielu produkcjach, również u Spielberga. Jednak tym razem reżyser podszedł do sprawy świeżym okiem, robiąc coś ciekawego w zajechanym motywie. Przede wszystkim Spielberg zrobił coś, co uwielbiam w filmach, chwycił mnie za mordę już od samego początku i wkręcił w swoją opowieść aż do końca. Mimo że Dzień objawienia ma mocno blockbusterowy i rozrywkowy charakter, to jednak produkcja zawiera coś, czego dzisiaj ze świecą szukać w dużych widowiskach - serce i emocje. Tak naprawdę można to dostrzec na każdym kroku w omawianej produkcji. Widać, że Spielbergowi nadal chce się robić wyjątkowe projekty, które zmuszą do dyskusji po seansie i sprawią, że zostanie nam coś w głowie po ich obejrzeniu. Jestem pewien, że po premierze w sieci pojawi się sporo teorii, na temat choćby zakończenia, zostawiającego szerokie pole do interpretacji.

Tak właściwie Dzień objawienia można spokojnie nazwać blockbusterem idealnym. Gdy trzeba wjechać akcją, to dostajemy to. Zresztą sekwencja z pociągiem to stary dobry Spielberg z najlepszych filmów. Gdy widz ma się wzruszyć, to emocjonalna stawka wzrasta. Finałowa scena to zabawa na emocjach odbiorcy najwyższej próby. Gdy potrzeba podbić napięcie jak z dobrego thrillera, to Spielberg staje na wysokości zadania. Moment, pokazany już po części w zwiastunach, w którym złol Colina Firtha komunikuje się przez pewien artefakt z Jane graną przez Eve Hewson, to mistrzostwo budowania suspensu i grozy. Nawet gdy trzeba na chwilę zaparkować w filmie komediowe nuty, to reżyser i ekipa trafiają w punkt (scena z niszczeniem telefonu). Po prostu dostałem w nowym filmie twórcy Parku Jurajskiego to, za co pokochałem jego twórczość lata temu, skondensowane w ponad dwóch godzinach metrażu.

Jednak Dzień objawienia to coś więcej niż tylko bardzo dobry blockbuster. To piękna wiwisekcja nad kondycją ludzkości. Przede wszystkim to znakomita opowieść o empatii, tak jej pełna, że doskonale zdaje egzamin w dzisiejszych, najeżonych znieczulicą czasach. To również interesująca historia o wierze, tym czy odkrycie życia pozaziemskiego zachwiałoby naszymi przekonaniami o sile wyższej czy tylko by je wzmocniło. Uwielbiam takie produkcje, w których pod płaszczem popularnych gatunków, są ukryte kwestie do większej, wręcz filozoficznej rozkminy. Na tej płaszczyźnie Spielberg również dowiózł.

Disclosure Day/Dzień objawienia
fot. Universal Pictures

Aktorsko widowisko to strzał w dychę. Emily Blunt i Josh O'Connor napędzają produkcję, przede wszystkim relacja między nimi, ale solowo również wyciskają wszystko, co możliwe z tego, co zaoferował im scenariusz. Choć nie da się ukryć, że to postać Blunt jest sercem opowieści. W sumie nie zdziwiłbym się, gdyby była brana pod uwagę w sezonie nagród. Jednak nadal zaznaczam, że obydwoje głównych bohaterów potrafi zagrać na odpowiednich strunach u widza. Colman Domingo bardzo dobrze wypada jako swoisty mentor postaci Blunt i O'Connora. Eve Hewson jest naprawdę świetna na drugim planie, odpowiednio emocjonalna i dramatyczna, a Colin Firth to złol, który wzbudza respekt, ale również mający drugie dno, które aktor dobrze potrafi ograć.

Dzień objawienia to film widowiskowy, ale również bardzo dzisiaj potrzebny. Rozrywkowy, ale również chwytający za serce, świetnie zagrany i opowiedziany. Czysty Spielberg w najwyższej formie.

Ocena:
Podziel się

DODAJ KOMENTARZ

secretcats.pl - tworzenie stron internetowych