Harry Hole - recenzja serialu. Do dwóch razy sztuka

Harry Hole to nowy serial kryminalny Netflixa oparty na kultowej serii powieści autorstwa Jo Nesbo. Miałem już okazję obejrzeć pierwszy sezon. Oceniam.

Harry Hole
fot. Netflix © 2024

Nie będę ukrywał, jestem wielkim fanem Jo Nesbo, przede wszystkim serii książek o Harrym Hole. Jak wiadomo była już jedna próba ekranizacji, hollywoodzka, która zakończyła się tragicznie. Pierwszy śnieg z Michaelem Fassbenderem w roli głównej wydawał się mieć wszystko na papierze. A skończyło się kompletną klapą i całkowitym zmarnowaniem potencjału materiału źródłowego. Teraz Netflix podjął kolejną, tym razem serialową próbę, co wydaje się o wiele lepszym rozwiązaniem. Nowy projekt to również skandynawska koprodukcja, czyli za historię norweskiego policjanta wzięli się lokalni twórcy. Miałem już okazję obejrzeć wszystkie dziewięć odcinków pierwszego sezonu i stwierdzam, że szansa na zrobienie dobrego serialu o Hole została wykorzystana.

Przede wszystkim nowy serial Netflixa sprawdza się znakomicie jako rasowy kryminał, charakterystyczny dla produkcji skandynawskich. Czytałem książkę, na podstawie której zrobiono odsłonę (chociaż scenarzyści wpletli wątki również z dwóch innych powieści, Czerwonego gardła i Trzeciego klucza), więc nie mogę oceniać głównej intrygi pod względem budowania zaskoczenia. Jednak patrząc na to obiektywnie twórcy bardzo dobrze prowadzą kryminalną zagadkę, z którą mamy do czynienia w serialu, czyli śledztwo w sprawie seryjnego mordercy.

Seryjniacy to dość mocno już przerobiony w popkulturze temat i trzeba mieć ciekawy pomysł, aby intryga zadziałała na ekranie. W tym wypadku mamy do czynienia zarówno z interesującą koncepcją oraz sprawnym poprowadzeniem, z myleniem tropów i dobrym twistem na końcu. W kryminalnych zagadkach, zarówno w powieściach jak i serialach czy filmach główny szczegół, który kieruje na tożsamość mordercy, musi być tak zgrabnie podany, by widz o nim zapomniał pod natłokiem innych wątków. Tak stało się w przypadku omawianej produkcji, za co spory plus. Odpowiednie pomieszanie z poplątaniem.

Skandynawskie kryminały zawsze dla mnie wygrywały przynajmniej w czterdziestu procentach swoim wyjątkowym, mrocznym i dusznym klimatem. Mimo że w omawianej produkcji mamy do czynienia raczej z upalnym Oslo, to jednak twórcy zadbali o to by miasto i jego mieszkańcy nie kojarzyli się z beztroskimi wycieczkami. Tego klimatu dopełnia fantastyczna ścieżka dźwiękowa składająca się z rockowych klasyków od choćby The Doors oraz oryginalnej muzy od Nicka Cave'a. Od początku dostajemy w twarz aurą, która na myśl przywiodła mi od razu Siedem Davida Finchera. Nie ma fajerwerków, akcji i mocnego podziału na dobrych i złych. Jest raczej mrok, brud i moralna szarość, które grają bardzo dobrze w zaproponowanej przez twórców konwencji. Przy okazji twórcy nie bawią się w subtelności z widzem. Jest brutalnie, a niektóre sceny są bardzo sugestywne. Jednak takie podanie wynika z czegoś i do czegoś prowadzi w ciągu przyczynowo-skutkowym. Nie jest to tylko nastawione na szokowanie widza.

W tym wszystkim nie wspomniałem jednak jeszcze o najmocniejszym punkcie produkcji. Mianowicie chodzi o pojedynek między Harrym a jego osobistym nemezis, Tomem Waalerem. Byłem ciekaw jak Tobias Santelmann i Joel Kinnaman poradzą sobie z tymi kreacjami. Okazuje się, że poradzili sobie znakomicie i stanowią o sile produkcji. Obydwaj to znakomicie napisane i zagrane postacie. Nawet nie stanowią swoich przeciwieństw. Przez większość czasu oglądania produkcji czuje się, że goście spokojnie mogliby zbić sobie pionę i zostać najlepszymi ziomkami od kieliszka i zbrodni.

Harry Hole
fot. Netflix © 2024

Jednak istnieje bardzo cienka granica między nimi, na której zdolni aktorzy poruszają się ze swoimi kreacjami. A robią to znakomicie, a Kinnamana jeszcze nie widziałem w tak dobrej roli. Panowie trzymają produkcję na swoich barkach i tak naprawdę główna intryga kryminalna jest powodem, aby zgłębić ich pojedynek. Obydwa wątki świetnie przeplatają się ze sobą. Jest w tym napięcie i energia, ogląda się to naprawdę dobrze. Wszystko działa jak w dobrze naoliwionej maszynie, czy tam pistolecie, nawiązując do tematyki w serialu.

Harry Hole to produkcja, na którą bardzo czekałem w tegorocznym sezonie serialowym. Miałem duże oczekiwania i zostały one spełnione. Nowy projekt Netflixa to bardzo dobry, rasowy kryminał, ze znakomitymi kreacjami dwóch głównych aktorów. Jak najbardziej polecam jeśli jaracie się mrocznymi, skandynawskimi kryminałami w stylu Mostu nad Sundem.

Ocena:
Podziel się

DODAJ KOMENTARZ

secretcats.pl - tworzenie stron internetowych