Łup - recenzja filmu. Breaking Bad

Łup to nowy thriller policyjny Netflixa w gwiazdorskiej obsadzie. Miałem okazję obejrzeć produkcję. Oceniam film bez spoilerów.

Łup
fot. Claire Folger/Netflix © 2024.

Filmów o niekoniecznie postępujących według norm moralnych gliniarzach otrzymaliśmy całą masę w samym XXI wieku. Tym razem temat ruszył Joe Carnahan, reżyser znany z filmowej wersji Drużyny A oraz Poziomu mistrza, który stanowi wariację dotyczącą pętli czasowej. Twórca osadził akcję w Miami, a głównymi bohaterami zrobił członków zespołu z wydziału narkotykowego, którzy w trakcie jednego z nalotów natykają się na tytułowy łup, ponad 20 milionów dolarów kartelu. Kasa staje się przyczynkiem do zbadania zaufania i uczciwości poszczególnych członków ekipy. A nie da się ukryć, że każdemu z bohaterów (czy raczej antybohaterów) te pieniądze bardzo by się przydały.

Carnahan koniecznie chce posklejać swój film z kilku różnych gatunków, od opowieści policyjnej, po trzymający w napięciu thriller, na akcyjniaku kończąc. Od razu zaznaczę, że nowa produkcja Netflixa nie działa na każdej z tych płaszczyzn. Zdecydowanie w ogóle nie broni się jako dobry akcyjniak. Po prostu film reprezentuje za słaby poziom realizacyjnych sekwencji, które mają wzbudzić podziw u widza. Tak naprawdę Carnahan w swoim projekcie ogranicza się do jednej krótkiej sekwencji strzelaniny, która została kiepsko nakręcona. Więcej w niej biegania niż ciekawych, chwytających za pysk pomysłów. Reżyser postanawia jeszcze dać nam więcej akcji w finale, ale w tym również nie ma efektu, który sprawiłby, żeby moja szczęka lekko obluzowała się w zawiasach.

Natomiast Łup działa dobrze jako thriller z całkiem nieźle napisanym twistem. Przede wszystkim, czego się nie spodziewałem po reżyserze, Carnahan potrafi sprawnie poprowadzić historię przez kolejne odhaczane zwroty akcji, aż do ujawnienia clue całej opowieści i jej drugiego dna. Nie jest to może coś, co sprawia, że moje zwoje mózgowe zostałyby wyprostowane i opowiadałbym o tym cały tydzień. Jednak jest to po prostu dobrze nakreślony i narracyjnie rozegrany thriller policyjny. Przy tym Carnahan postanowił pobawić się jeszcze w przypowieść o moralności i opowiedzieć ją przez pryzmat swoich bohaterów i bohaterek. Przy niektórych to wychodzi, przy innych niekoniecznie. To wszystko umaczał w sosie z brudu i mroku, przez co sama aura beznadziei gra na korzyść produkcji.

Przede wszystkim tak poprowadzono poszczególne wątki, że już gdzieś na etapie początku drugiego aktu można domyślić się, kto z ekipy narkotykowych jest tym złym. Nie do końca tak powinno to działać. Nie jest to może kwestia, która bardzo przeszkadza w oglądaniu, ale trochę odbiera efekt wow przy głównym twiście. Znakomicie w produkcji wypadają Matt Damon i Ben Affleck. Kumpelski duet dwoi się i troi na ekranie, dostają również najciekawsze tło, które buduje motywacje ich postaci. Jednak dużo w tym charyzmy samych aktorów, że trzymają na swoich barkach cały film. Nieźle wypada również Steven Yeun w swojej kreacji, natomiast szkoda mi Teyany Taylor, której rola jest trochę ograniczona do statystowania swoim ziomkom z ekipy.

Łup nie jest produkcją, o której będzie się mówiło w kontekście najlepszych filmów roku. Jednak jest to po prostu dobry thriller policyjny, sprawnie poprowadzony i dobrze zagrany. Wobec tego z pełną odpowiedzialnością mogę dać produkcji moją polecajkę.

Ocena:
Podziel się

DODAJ KOMENTARZ

secretcats.pl - tworzenie stron internetowych