Młody Sherlock - recenzja 1. sezonu serialu. Ritchie, jak mnie teraz zaimponowałeś

Młody Sherlock to nowy serial o ikonicznym detektywie literatury, który jednak w ciekawy sposób bawi się z kanonem. Oceniam sezon.

Młody Sherlock
fot. Dan Smith

Guy Ritchie ze swoimi filmami ma ostatnio w kratkę. Zdecydowanie lepiej idzie mu na płaszczyźnie serialowej. Spin-off Dżentelmenów zrobiony dla Netflixa był naprawdę udany. MobLand (będę używał oryginalnego tytułu, bo nie podoba mi się polski) było jednym z moich ulubionych seriali zeszłego roku. Dlatego Młody Sherlock znalazł się na moim radarze. Miałem już okazję obejrzeć wszystkie osiem odcinków 1. sezonu i mogę śmiało stwierdzić, że w produkcji widać sznyt Ritchiego w najwyższej formie, między innymi z czasów Przekrętu, widowisku o Sherlocku z Robertem Downeyem Jr. czy z wspomnianych Dżentelmenów. Nowy serial Prime Video to tak naprawdę wypadkowa najlepszych zagrywek brytyjskiego reżysera.

Odejście od kanonu i zrobienie z Sherlocka i Moriarty'ego najlepszych ziomków, było strzałem w dziesiątkę i powiewem świeżości w utartej już w popkulturze historii. Bowiem wspomniany duet jest motorem napędowym całego serialu i jego najmocniejszym punktem. Panowie łączą w swojej relacji sporą dawkę humoru, odrobinę dramatu, mrok, tak naprawdę dają wszystko, aby widz poczuł z nimi natychmiastową więź. Przede wszystkim wybór obydwu aktorów był znakomitą robotą speców od castingu. Hero Fiennes Tiffin, który do tej pory nie kojarzył mi się raczej z takim rodzajem kreacji, naprawdę daje radę jako tytułowy, jeszcze nieopierzony detektyw. Jest jednocześnie szlachetny i dystyngowany oraz pokręcony w odpowiednich proporcjach. A już Donal Finn jako Moriarty to aktorskie odkrycie. Jest znakomity, kradnie każdą scenę ze swoim udziałem. Nie zmienia to faktu, że panowie najlepiej działają jako ekranowy, kumpelski duet, ponieważ serial sprawdza się fantastycznie jako buddy comedy.

Ritchie i spółka postawili na szybki, bardzo rozrywkowy ton w produkcji. Jednak najbardziej wciągającym elementem serialu, który sprawił, że chciałem oglądać kolejne odcinki, była fabuła. Młody Sherlock to bowiem świetny przykład serialu, gdzie aspekt stricto rozrywkowy znakomicie łączy się z bardzo dobrze napisaną i poprowadzoną opowieścią. Główna intryga na początku wydaje się sztampowa. Jednak potem pojawiają się kolejne twisty, widzimy drugie dno historii, wszystko zaczyna działać na kilku warstwach i to trzeba przyznać, działa bardzo dobrze.

Do tego dialogi są naprawdę błyskotliwe i zabawne. Wiele razy w czasie oglądania omawianej produkcji miałem szczery uśmiech na mordce. Ritchie jest znany z tego, że potrafi bardzo dobrze łączyć komedię z akcją i kryminałem, a Młody Sherlock tylko to potwierdza. W serialu mamy bardzo szybkie tempo, ale najważniejsze, że w żadnym momencie serial nie wywala się pod względem narracyjnym. Akcja napędza historię, a historia napędza akcję, mamy między tymi dwoma ważnymi aspektami czystą symbiozę. Dlatego koniec końców produkcja jest kawałkiem świetnej, bezpretensjonalnej rozrywki, będącym znakomitą fuzją opowieści kumpelskiej, scen akcji, kryminału i zagadek. Widać, że Ritchie czerpał również ze swoich poprzednich produkcji, jeśli chodzi o kreatywne rozwiązania niektórych scen. Dla przykładu bardzo podobało mi się jak twórca i jego ekipa rozwiązali kwestię przedstawienia procesu dedukcji Sherlocka. Wyszło to naprawdę dobrze.

Młody Sherlock
fot. Dan Smith

Wcześniej wspominałem o tym, jak dobry jest główny duet aktorski. Jednak cały casting w nowej produkcji Prime Video to złoto. Natascha McElhone w roli Cordelii, matki Sherlocka, początkowo wydaje się mało ciekawą postacią trzecioplanową. Jednak gdy wchodzi na pierwszy plan, to miałem autentyczną radość z oglądania jej wyczynów na ekranie i bardzo dobrej relacji jaką jej postać buduje z głównym bohaterem. Colin Firth jest absolutnie przekonujący w przerysowaniu swojej postaci. Uwielbiam Zine Tseng w roli Shou'an. Według jej filmografii wystąpiła w Problemie trzech ciał. Jednak nie pamiętam jej w ogóle z serialu Netflixa. Natomiast po jej występie w omawianej produkcji będę bacznie śledził jej karierę. Tseng wykonuje bardzo dobrą robotę będąc połączeniem femme fatale i kozackiego badassa z produkcji akcji i w żadnym z tych aspektów nie jest jej kreacja wysilona. Do tego Max Irons, który jakoś przemyka zawsze na drugim, trzecim planie, dobrze wspiera resztę aktorskiej ekipy w roli Mycrofta. Stanowi idealną przeciwwagę dla głównego bohatera.

Młody Sherlock to bardzo dobre, pokusiłbym się nawet o określenie idealne, połączenie komedii akcji, kryminału, opowieści rodzinnej i historii kumpelskiej. To forma czystej rozrywki, po której obejrzeniu jest się naładowanym pozytywną energią. A zwroty akcji sprawiają, że chce się sięgnąć po kolejny odcinek, nawet gdy jest późno w nocy i trzeba wcześnie rano wstać.

Ocena:
Podziel się

DODAJ KOMENTARZ

secretcats.pl - tworzenie stron internetowych