
Seria Na noże tak naprawdę niespodziewane stała się franczyzą filmową. Pierwsza część jest znakomitym kryminałem, który świetnie bawił się klasyką gatunku, inspirowany choćby historiami Agathy Christie. Druga część, świeżo po tym jak Netflix postanowił z przygód detektywa Blanca zrobić serię, to dobry film, ale nie umywa się do znakomitej debiutanckiej odsłony. W trzeciej części o tytule Żywy czy martwy reżyser i scenarzysta cyklu, Rian Johnson, postanowił wrócić do korzeni i dał nam fantastyczną, zagmatwaną i zwariowaną zagadkę kryminalną. Ogląda się to znakomicie od samego początku do mrocznego, ale jednocześnie podnoszącego na duchu finału.
Przede wszystkim działa intryga kryminalna, którą ma do zaoferowania Johnson w swoim nowym filmie. Zawiłością dosięga znakomitej części pierwszej. Jednak przy tym twórca potrafi nadal bawić się wszelkimi elementami gatunku. Gdy myślimy, że główna zagadka kryminalna zmierza do prostego zakończenia, nagle reżyser odpala tryb ale tego się nie spodziewaliście i rzuca twistem, który w interesujący sposób wywraca nam nasze postrzeganie intrygi. Może nie jest to tak zaskakujące jak w przypadku pierwszej części, ale nadal działa. Johnson potrafi skupić uwagę odbiorcy, dać nam tropy, po czym ukryć bardzo sprawnie wszelkie najważniejsze fakty z zagadki pod natłokiem innych wątków. Zawsze powtarzam, że intryga kryminalna, czy to w książce czy serialu lub filmie, nie polega na tym, aby zbudować jak najbardziej skomplikowaną zagadkę, ale na tym, aby zmyślnie ukryć widoczne, oczywiste wskazówki. W wypadku omawianej produkcji reżyserowi jak najbardziej się udało.
Johnson nadal bardzo dobrze wie jak łączyć różne klisze gatunkowe i podchodzić do nich w świeży sposób. Przede wszystkim jego najnowsza produkcja w wielu miejscach sprawdza się jako komedia kryminalna. Twórca nie uderza nas cały czas klimatem czarnego humoru. Jednak w sekwencjach gdy to robi, działa to znakomicie. Przy tym reżyser postanowił pójść w nieco bardziej mroczne klimaty. To połączenie odpowiedniej dawki komedii z aurą pełnoprawnego thrillera podszytego nawet nieco horrorem, wszystko to wypada bardzo dobrze jako gatunkowy miszmasz. Rian Johnson niczym wytrwany kucharz daje nam składniki w odpowiednich ilościach, aby widz nie dostał filmowej zgagi w czasie oglądania. Wszystko jest odpowiednio wywarzone i wysmakowane. Nie ma psującej wiele produkcji pretensjonalności. Po prostu czysta rozrywka i zabawa formą.
Co najciekawsze, w podanej formie najlepiej odnalazł się Josh O'Connor, który jest może nie wielkim aktorskim odkryciem, ale aktorem, po którym nie spodziewałem się takiego oblicza. Od początku tak naprawdę on niesie całą produkcję na swoich barkach. Gdy w końcu na ekranie pojawia się Daniel Craig, nadal O'Connor w wielu momentach przyćmiewa swojego starszego kolegę. Co najważniejsze aktor sprawdza się na wielu płaszczyznach, od dramatycznej odsłony, przez komediową, na bardzo gniewnej kończąc. Ksiądz Jud w jego wykonaniu to bardzo dobra kreacja, która świetnie wypada również w duecie z Blankiem. Sam Craig to tak naprawdę klasa sama dla siebie. Nie musi przerysowywać swojej roli, szarżować, aby wszystko trafiło w punkt. Takie kreacje są wbrew pozorom bardzo trudne do osiągnięcia. Jednak Craigowi się to udało.

Mam pewne problemy z drugim planem, chociaż wynika to ze znakomitych kreacji wspomnianych wyżej aktorów. Glenn Close czy Mila Kunis wypadają dobrze, nawet ta pierwsza znakomicie. Jednak już takie utalentowane osoby jak Jeremy Renner, Andrew Scott czy Cailee Spaeny nie za bardzo mają miejsce, aby popisać się swoimi umiejętnościami. Mają kilka scen, które pokazują, że jest potencjał w ich kreacjach i mogą pokazać coś więcej. Jednak nadal jest to za mało. Jest to standardowy przykład zbyt wielu postaci, które wiąże się z posiadaniem zbyt wielu aktorów i aktorek z pierwszej ligi. Siłą rzeczy ktoś będzie musiał spaść na trzeci plan.
Koniec końców Żywy czy martwy: Film z serii Na noże to bardzo dobra odsłona cyklu, porównywalna ze znakomitą, uwielbianą przeze mnie pierwszą częścią. Świetna intryga, bardzo dobrze napisane główne postacie i ciekawy gatunkowy miszmasz z zabawą konwencjami. Może brakuje mi, aby kilku członków i członkiń obsady mogło pokazać więcej umiejętności na ekranie, ale nadal jest to bardzo dobra propozycja.