Reacher - recenzja 4. sezonu. Ritchson jak Ford w Ściganym

W Prime Video zadebiutowały już pierwsze trzy odcinki 4. sezonu Reachera. Miałem okazję zobaczyć całą nową odsłonę. Oceniam bez spoilerów.

Reacher sezon 4
fot. Prime Video

Reacher nigdy nie był postacią literacką, po której przygody sięgałem w wolnych chwilach. Wszystko zmieniło się po pierwszym sezonie serialu Prime Video. Po nim postanowiłem czytać najpierw każdą powieść, na której oparte są kolejne sezony produkcji. Najnowszy adaptuje wątki z książki Jutro możesz zniknąć wydanej w 2009 roku. Od tego czasu sporo się zmieniło, więc byłem ciekaw jak twórcy dostosują niektóre wątki do zmieniającej się sytuacji politycznej, rozwijanej technologii itp. Po prostu trzeba było sporo zmienić, aby historia wybrzmiała dzisiaj. Po obejrzeniu wszystkich ośmiu odcinków mogę śmiało stwierdzić, że to kolejny świetny sezon serialu, który wciąga od pierwszej minuty.

Często jest tak, że zmiany wprowadzone przez twórców serialu czy filmu w stosunku do literackiego oryginału działają gorzej i rozmywają clue opowieści. Jednak w przypadku nowego sezonu Reachera zadziałały bardzo dobrze, in plus dla historii w prawie każdym przypadku. Na minus zaliczę tylko wprowadzenie pewnej postaci, której nie było w powieści. Widać, że scenarzyści nie do końca mieli na nią pomysł i szybko zrzucono ją na trzeci plan. Poza tym wszystko podobało mi się bardziej niż w powieści, począwszy od samej intrygi, nawet na zmianie miejsca akcji z Nowego Jorku na Filadelfię. Twórcy sprawili, że fabuła jest gęsta, wielowarstwowa i zawiera ciekawe twisty fabularne, które zaskoczą nawet znawców literackiego oryginału. Przede wszystkim potrafi chwycić widza za mordę i trzymać go w nieustannym napięciu od pierwszej do ostatniej minuty. Z tego powodu również żałuje, że na Prime Video nie trafił od razu cały sezon, bo lepiej sprawdza się on w formie binge-watchingu.

Jest dla mnie zadziwiające jak twórcy potrafią utrzymać szybkie tempo produkcji, praktycznie od początku do końca, może z pewnymi zawirowaniami na wysokości środka sezonu. Jednak tak naprawdę widz nie ma miejsca na nudę, ponieważ od początku zostaje wciągnięty w fabułę, a potem akcja nie zwalnia. Ciągle coś się dzieje. W jednym momencie Reacher musi uciekać przed kolejnymi najemnikami i agencjami rządowymi (swoją drogą bohater w nowym sezonie robi to, co Tom Cruise w każdej swojej produkcji, dużo biega). Chwilę potem dostajemy dużą scenę akcji, by kilka minut później twórcy zaoferowali nam twist, który wywraca równowagę sił w produkcji albo wprowadza nową figurę na fabularnej szachownicy.

Reacher w nowych odcinkach jest, mimo zmiany scenerii, postaci i intrygi, tym do czego nas przyzwyczaił przez wszystkie dotychczasowe sezony. To klasyczny, świetnie zrobiony akcyjniak, których dzisiaj trochę brakuje, a jak są, to kuleje w nich przede wszystkim historia i postacie (siema ostatnie filmy z Jasonem Stathamem). Reacher cały czas jest tym kozakiem, którego ja i inni widzowie polubiliśmy w poprzednich sezonach. Tutaj rzuci ciętą ripostę, tam da w mordę kilku typom, chociaż twórcy pokazują w nowym sezonie, że nie jest napakowanym Sherlockiem Holmesem i jest zdolny do kilku pomyłek. A jak przychodzi do clue gatunku, czyli scen akcji, to są one znakomite, od choreografii walki po bardzo pomysłowe w tym sezonie sposoby pozbywania się wrogów, od użycia windy, po zastosowanie gwoździ niczym szponów Wolverine'a. A już finałowa sekwencja w pewnym budynku to festiwal klasyki gatunku, przez pościgi, strzelaniny i świetne choreografie walk. To sprawia, że można nawet wybaczyć niektóre głupiutkie decyzje bohaterów. Zatem jeśli chodzi o akcyjniaki dzisiaj Reacher to cały czas absolutny top of the top.

Reacher sezon 4
fot. Prime Video

Twórcy w każdym sezonie mają nosa do pisania i castingu towarzyszy Reachera, ponieważ do tej pory wszystkie odsłony pokazywały bardzo dobrą współpracę drużynową głównego bohatera. Tak było z Roscoe i Finlayem w pierwszym sezonie czy z Neagley, Dixon i O'Donnellem w drugim. Tak jest i w przypadku omawianej odsłony. Tamara i Jacob to bardzo dobrze napisani towarzysze głównego bohatera, którzy mają z nim ciekawą relację. Aktorsko widać w tej ekipie chemię, a to przekłada się na to, że wchodzimy z nimi w pełni w historię. Twórcy potrafili sprawnie podzielić ich czas ekranowy, aby każdy mógł w pełni go wykorzystać, bez straty dla clue głównej intrygi. Nie bawiono się w rozwlekanie ich wątków pobocznych, tylko historie poszczególnych postaci wplatano w opowieść. Pewną łatwością było to, że Jacob był silnie emocjonalnie powiązany z główną fabułą, co nie zmienia faktu, że potrafiono to odpowiednio wykorzystać na ekranie.

Nowy sezon Reachera jest znakomity, po raz kolejny świetnie zagrany, z trzymającą w napięciu intrygą, wykorzystujący do perfekcji elementy kina akcji. Jak najbardziej polecam.

Ocena:
Podziel się

DODAJ KOMENTARZ

secretcats.pl - tworzenie stron internetowych