
Spider-Noir to bohater, który w XXI wieku otrzymał swoją komiksową serię. Jednak tak naprawdę, trzeba przyznać, popkulturowe uwielbienie tłumów otrzymał w swojej animowanej wersji, gdy pojawił się w filmie Spider-Man Uniwersum. W tej wersji głosu postaci użyczył Nicolas Cage. Co najważniejsze, aktora postanowiono wykorzystać również w aktorskiej wersji w najnowszym serialu Prime Video. Tak przenieśliśmy się do Nowego Jorku lat 30. XX wieku, gdy prohibicja i mafia w mieście mają się bardzo dobrze. Miałem już okazję obejrzeć cały sezon i stwierdzam, że jest to kolejny w tym roku (po 2. sezonie Daredevila) powiew świeżości w uniwersum produkcji trykociarskich.
Wiele jest takich produkcji o tematyce superbohaterskiej, od których czuć, że nie chcą być niczym ponad to. Twórców takich projektów interesuje tylko podanie w jak najbardziej bezpieczny i przystępny dla widza sposób jakąś mało ciekawą historię, aby odciąć te kupony od całego gatunku i zarobić swój hajs. Z czystej rozrywki takie filmy czy seriale, stają się czystym biznesem. Tak stało się w choćby w ostatnich latach w MCU. Na szczęście w Spider-Noir w żadnym momencie nie czułem, że oglądałem trykociarską opowieść, która ma na celu tylko doliczać kolejne zera do konta producentów.
Jest w omawianym serialu dziwna, pokręcona miłość, przede wszystkim do kina lat 30. XX wieku. Przede wszystkim nie jest to tylko zabieg stylistyczny. W Spider-Noir dostałem prawdziwy list miłosny do czarno-białego kina między innymi tytułowego gatunku kryminałów noir, ale również bardzo widoczne piętno na projekcie odcisnęły choćby filmy o potworach wytwórni Universal. Ja to kupiłem od razu, bo widać w każdym odcinku serialu, że twórcy czują klimat i znają się na tematyce. Świetnie mieszają gatunkami, gdzie thriller przechodzi sprawnie w body-horror oraz superbohaterski kryminał. Dzięki tej widocznej miłości złole, którzy w innych produkcjach byliby bezmózgimi antagonistami do bicia dla głównego bohatera, w tym wypadku nabierają wręcz tragicznego charakteru, jak choćby Sandman, ze swoją niespełnioną miłością.
Sam uwielbiam noir w kinie i w ostatnich latach nie miałem z tym gatunkiem za wiele do czynienia z pewnymi serialowymi wyjątkami. Nowa produkcja o Pajączku przypomniała mi za co pokochałem ten klimat gęstych od papierosowego dymu agencji detektywistycznych, groźnych gangsterów i jeszcze bardziej groźnych femme fatale oraz barów ciężkich od oparów whisky. Może pod względem napisanej intrygi Spider-Noir nie jest niczym wymyślnym, ale pewne składowe i ich połączenie, jak choćby wątek eksperymentów ostatecznie przechylają szalę na korzyść historii.

Obsadowo serial Prime Video to strzał w dziesiątkę. Brendan Gleeson pasuje do roli szefa mafii jak mało kto. Li Jun Li jest zadziwiająco dobra w roli Cat Hardy, femme fatale tej historii. Jack Huston oraz Abraham Popoola to ciekawe zole z duszą, a Lamorne Morris jest świetny na drugim planie jako zaciekły dziennikarz, Robbie Robertson. Jednak to Nicolas Cage swoim przerysowanym stylem grania rozdaje karty w omawianym serialu. Potrafi być mroczny, dramatyczny, ale również komiczny w swojej kreacji. Wszystko w jego roli gra i buczy.
Spider-Noir to serial, na który czekałem z umiarkowanym optymizmem, a który okazał się czymś bardzo dobrym, począwszy od świetnego klimatu, na aktorskiej stronie kończąc. Jeśli gatunek superbohaterski ma przeżywać ponowny renesans na fundamencie takich produkcji, to dla mnie spoko.